Podlaskie

Krynki, Kruszyniany i trochę Supraśla czyli mój drugi dzień na Podlasiu

Relację z pierwszego dnia mojej letniej wycieczki na Podlasie znajdziesz tutajPoniżej ciąg dalszy.

                                                                                        ********

Na Podlasiu prawie wszędzie można dojechać PKS-em lub busikami firmy Voyager, które ze względu na większą częstotliwość kursów są bardziej popularne. Na trasie Supraśl-Kruszyniany rządzi PKS.

Autobus czekał na przystanku parę minut przed planowanym odjazdem. Nowością nie grzeszył, ale jechał dokładnie tam gdzie chciałam się znaleźć. Reszta nie miała znaczenia. Ruszyliśmy. Za oknem królowała zieleń w dwóch odcieniach: ciemnym-lasów Puszczy Knyszyńskiej i jasnym-łąk ciągnących się po horyzont. Jedynie podczas przystanków, na krótką chwilę, przyroda ustępowała miejsca drewnianej zabudowie nielicznych wiosek. Jedną z nich zainteresowałam się bardziej.

Schowane tuż przy granicy z Białorusią Krynki mimo posiadanych praw miejskich wyglądają jak wioska. Zatopione w myślach trwają bez ruchu. Ale wystarczy podejść i zagadać, by poznać ich gościnną naturę, posłuchać opowieści o dawnych czasach i zobaczyć pozostałości bogatej historii miasta. Spacer śladami przeszłości zajął mi dwie godziny. Skupiłam się głównie na pamiątkach pozostałych po ludności żydowskiej. Dzisiaj już jej w Krynkach nie ma, ale w 1914 roku stanowiła 90% mieszkańców.

Bliżej centrum znajdują się dwie synagogi, choć w zasadzie powinnam napisać jedna, bowiem po Wielkiej Synagodze zostało parę kamieni między którymi hula wiatr.

po Wielkiej Synagodze pozostało kilka rzędów kamieni
Tylko tyle pozostało z Wielkiej Synagogi w Krynkach

Kirkut czyli żydowski cmentarz znajduje się na skaju miejscowości. Prowadzi do niego ulica Legionowa (w miejscu połączenia z ulicą Grodzieńską należy skręcić w lewo, a potem podążać za kierunkowskazem i wzdłuż kamiennego muru). Po wejściu na teren cmentarza otuliła mnie cisza absolutna. Tysiące nagrobków. Jedne pochylone wzdłuż ścieżki, inne skryte w wysokiej trawie lub za drzewami. Były i takie, które trudno odróżnić od zwykłych kamieni. Zapomniane miejsce pamięci… Nieopodal, na wzgórzu, znajduje się cmentarz prawosławny, również wart odwiedzenia zwłaszcza jego najstarsza część.

nagrobki na żydowskim cmentarzu w Krynkach

nagrobki przypominające kamienie w Krynkach

Siedząc na przystanku obserwowałam sławne kryneckie rondo – postrach przyjezdnych kierowców. Promieniście rozchodzi się od niego aż dwanaście ulic. W całej Europie istnieją tylko dwa, tak zbudowane ronda. Drugie można zobaczyć w Paryżu.

Kruszyniany od Krynek dzieli odległość dziesięciu kilometrów. Centralne miejsce w wiosce zajmuje meczet (można go zwiedzać z przewodnikiem w wyznaczonych godzinach). Mimo iż to prawdziwy koniec świata, zainteresowanych nie brakuje (pięć lat temu meczet odwiedził sam książę Karol). W niewielkim wnętrzu zachowano tradycyjny podział na część męską i żeńską. Podłogi pokrywają barwne dywany, a na ścianach wiszą malowane i haftowane muhiry (wersety koranu). Przewodnik ciekawie opowiadał o historii Tatarów w Polsce, ich zwyczajach, świętach.

meczet w kruszynianach i droga prowdząca na cmentarz
Meczet i droga prowadząca na muzułmański cmentarz
haftowane muhiry na ścianach meczetu
Haftowane muhiry

grób na muzułmańskim cmentarzu w kruszynianach

Po wyjściu zaobserwowałam, że zwiedzanie Kruszynian odbywa się według następującego schematu: wizyta w meczecie, wizyta na muzułmańskim cmentarzu, posiłek w Tatarskiej Jurcie. Nikt oczywiście takiego stylu nie narzuca, wszystko dzieje się samoczynnie. Największe obawy miałam przed wizytą w jurcie. Od dawna chciałam ją odwiedzić. Miejsce bardzo chwalone, polecane, ochy, achy, rewelacja. Przy takich opiniach rzeczywistość lubi zaskakiwać i zaskoczyła. Weszłam, usiadłam za stołem. Kelnerka położyła przede mną podkładkę w postaci olbrzymiego arkusza papieru. Znalazły się na niej informacje o okolicznych zabytkach, kuchni tatarskiej i serdeczne powitanie właścicielki pani Dżennety.

suknia i dwa górne części stroju wiszące na ścianach
Stroje wiszące na jednej ze ścian.

Jako, że w menu brakowało wagi serwowanych specjałów, zdałam się na wiedzę kelnerki, która dla zobrazowania wielkości poszczególnych dań, zataczała w powietrzu niemal identyczne kształty. Wybrałam pierekaczewnik – wielowarstwowe ciasto z mięsem indyczym, cebulą i masłem oraz kawę po tatarsku (z cynamonem i kardamonem). Czekając na zamówienie moją uwagę przyciągnęło zachowanie córki właścicielki. Tak bardzo nie pasowało do powitalnego zdania o powstaniu jurty z potrzeby serca…

Najpierw przyszły dwie dziewczyny z babcią i chciały kupić na wynos kilka porcji pierekaczewnika. Usłyszały, że nie ma takiej możliwości (co najdziwniejsze para ze stolika obok poprosiła o spakowanie ledwo skubniętej porcji i prośbę spełniono bez miny i narzekania). Do dziś zachodzę w głowę czym różniły się te dwie sytuacje. Potem przyszedł starszy pan-robotnik i poprosił o herbatę. Dziewczyna obrzuciła go spojrzeniem, jakby zażyczył sobie kawioru z szampanem. Jeszcze tylko krótkie burczenie pod nosem i … pan dostał kompot. A ja swoje zamówienie. Oj malutkie, malutkie, malutkie. Za 27 złotych wypadałoby odkroić większy kawałek. Najbardziej zaskakująca okazała się jednak cena babki ziemniaczanej. Jedno z najtańszych dań, które w centrum Białegostoku kosztuje maksymalnie 15 zł, tutaj można kupić za 25 :-).

porcja pierekaczewnika

Obiektywnie podsumowując – nie podobało mi się podejście do klienta, chłodna wyuczona uprzejmość (naprawdę smutne, że młoda dziewczyna nie potrafi się uśmiechać), ceny i wielkość dań. Co do pierekaczewnika, smak w porządku, ale nie mam skali porównawczej gdyż jadłam go pierwszy raz w życiu. Czy wrócę? Nie, ponieważ nie znalazłam ku temu ani jednego powodu.

Idąc na przystanek, myślałam o tym jaki przewrotny bywa los. Miejsce, którego od dawna chciałam posmakować okazało się totalnym niewypałem. Na szczęście szybko o nim zapomniałam. Pomogła mi w tym sympatyczna para poznana w drodze powrotnej, PKS-em oczywiście 🙂 Rozmowa płynęła jak między starymi, dobrymi znajomymi. Ewa pokazywała mi na mapie najciekawsze szlaki Podlasia, a Bartek opisywał miejsca, które koniecznie muszę zobaczyć. Godzina w ich towarzystwie trwała zaledwie parę minut.

Supraśl ponownie zaskoczył mnie spokojem. Dzień powszedni niczym nie różnił się od zaspanej niedzieli. Udało mi się nawet rozpoznać parę osób spotkanych poprzedniego dnia. Wolnym krokiem zbliżałam się do miejsca gdzie narodziła się historia miasta. W promieniach zachodzącego słońca Pobazyliański Zespół Klasztorny wyglądał piękniej niż na zdjęciach. Wzniesiony na nadrzecznej skarpie, w pełni zasługuje na miano siódmego cudu Polski. Mimo późnej pory drzwi wejściowe do kompleksu były otwarte. Zza kolejnych dochodziła łagodna muzyka. Na paluszkach wślizgnęłam się do środka. Skromne, a zarazem surowe wnętrze Cerkwi Zwiastowania oświetlały świece. W głębi modliło się dwóch mnichów. Kolejny raz przeniosłam się w czasie.

Pobazyliański zespół klasztorny na tle zachodzącego słońca

Klucząc uliczkami, słyszałam jedynie odgłos własnych kroków. Dookoła zalegała ciemność. Miasto zasypiało. Po drugie stronie ulicy kot zastanawiał się nad kierunkiem dalszej włóczęgi. Kocie tylko nie przebiegaj przede mną. Nie przebiegaj. W przeciwnym razie będę musiała cię dogonić i też przebiec ci drogę. Inaczej pech :-). Posłuchał. Zniknął za pierwszym zakrętem.

2 komentarze

  • Anulka Naturalnie

    Jeszcze nie odwiedziłam tych okolic, ale moja bratowa postanowiła w tym roku zrobić dzieciom namiotową wyprawę po tym rejonie i wróciła zachwycona. Oczywiście najmłodsze uczestniczki wyprawy miały obowiązkową sesję w tatarskich strojach:). Czy kartacze też Ci się udało spróbować? Co by nie mówić kuchnia na Podlasiu lekka nie jest i głodnym się raczej nie chodzi:) Pozdrawiam serdecznie:)

    • podrozyszczypta.pl

      Polecam okolice i cały wschód Polski (niestety niedoceniany). Kartacze jadłam. Pycha! Wschodnia kuchnia do lekkich nie należy, ale ma we mnie oddaną fankę.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *