Italia

Bolonia zwiedzanie i kolejne przymiotniki cz2

Jest takie miejsce w Bolonii, którego nie można przegapić, ominąć, zostawić na później. Jest nim Bazylika Santo Stefano. To w zasadzie zespół obecnie czterech, z siedmiu kiedyś istniejących, kościołów. Budowę rozpoczął w V wieku św. Petroniusz – biskup Bolonii. Jego grób, zbudowany na wzór Grobu Świętego znajduje się w jednym z pomieszczeń.

Krużganki, grobowce, dziedzińce, spokój. Można przysiąść i nacieszyć się ciszą, której próżno szukać poza murami bazyliki. Na jednym z dziedzińców można zobaczyć misę w której, jak głosi legenda, Poncjusz Piłat obmywał ręce po skazaniu Jezusa na śmierć krzyżową. Tak naprawdę misa jest „młodsza” i pochodzi z VIII wieku.

My przechodzimy średniowiecznym, „magicznym przejściem” Corte Isolani, z powrotem pod dom Rossiniego, by skręcić w ulicę Zamboni i zwiedzić studencką dzielnicę miasta w której zlokalizowanych jest kilka najstarszych wydziałów uniwersytetu.

Mieszczą się one w XVII i XVIII-wiecznych pałacach. W tym miejscu warto dodać, że włoskie pałace zdecydowanie różnią się od rodzimych czy tych które znamy z innych krajów Europy zachodniej. Czasami są na tyle niepozorne, że gdyby nie tabliczki z informacją, można by je minąć bez słowa. Uniwersytet w Bolonii jest najstarszy w Europie. Zajęcia prowadzono tu już przed 1088 rokiem. Wśród studentów byli min: Dante Alighieri, Francesco Petrarca czy Mikołaj Kopernik. Dotykamy zatem kolejnego z włoskich przymiotników „la dotta”.

I po tych uczonych doznaniach płynnie przechodzimy do poznania trzeciego włoskiego przymiotnika „la grassa”. OK, bolońska kuchnia ma opinię tłustej, ale znajdźcie mi osobę, która będąc w kraju tysiąca zapachów i smaków, ograniczy się do spożywania sucharków. Trzeba myśleć realnie

Gdy na stół wjeżdża talerz z lokalnym specjałem czyli tortellini, myśl o diecie znika bezpowrotnie. O kształcie tortellini słyszałam dwie opowieści. Pierwsza mówiąca, że uformowane są na kształt pępka Wenus i druga, że właściciel miejscowej gospody kształtował pierożki na wzór pępka swojej kochanki. Jak widać erotyzm wdziera się do tych małych smakołyków z każdej strony i z każdym kęsem Spacerując uliczkami Bolonii trafiliśmy na mały punkt gastronomiczny w którym tortellini wytwarzano ręcznie. Panie sprawnymi ruchami formowały seksowne pępuszki i układały je w równych rzędach. Zajmowało im to zaledwie parę sekund. Niestety jak każde rękodzieło, przyjemność ta była bardzo droga.

Przez szybę, wszystko się od wszystkiego odbija, ale jakie to ma znaczenie gdy powstają pępuszki 🙂

Jak już jesteśmy przy wdzięcznym temacie jedzonka, warto wspomnieć o najbardziej popularnej potrawie, spaghetti bolognese, które tak naprawdę nie istnieje. Powód jest bardzo prosty, a mianowicie do dania z sosem bolońskim (ragù) dodaje się makaron tagliatelle, a nie spaghetti

Skorzystaliśmy z podpowiedzi wyszukanej w Internecie i wybraliśmy się na najlepszą pizzę, na via Belle Arti. Z zewnątrz miejsce faktycznie wygląda mało ciekawie, ale nie daliśmy się zwieść pozorom. Z miejscem do siedzenia lekki problem, bo starczy go zaledwie na sześć, siedem osób, ale nam się udało i sącząc włoskie piwko czekaliśmy, aż nasze pizze zostaną wyciągnięte z pieca. Tego co działo się potem z naszymi zmysłami słowami nie opiszę. Po raz pierwszy w życiu zjadłam sama całą pizzę i niechaj to będzie świadectwem jej pyszności. Jednym z dodatków były orzechy włoskie bajecznie skomponowane z szynką parmeńską, mozzarellą i rukolą. Obiecaliśmy sobie, że będziemy odwiedzać to miejsce za każdym razem gdy zawitamy do Bolonii.

Po tak obfitym posiłku trzeba koniecznie puścić ciało w ruch. Mijając okolice dawnego getta odnajdujemy sekret Bolonii, małe okienko przez które widać kanał miejski. Pod miastem istnieje bowiem rozbudowany system kanałów. Jeżeli chcemy zobaczyć kanał dokładniej, wystarczy przejść na drugą stronę ulicy.

Słoneczko powoli zachodzi ukazując nam miasto w przeróżnych odcieniach czerwieni. Wracamy na znany nam już Piazza Maggiore i dalej do wspomnianej już gospody Osteria del Sole (o czasie spęczonym w gospodzie napiszę w oddzielnym poście).

W drodze powrotnej wchodzimy do budynku dawnej giełdy papierów wartościowych w którym odbywa się pokaz tańca.

Szczegółów imprezy nie znamy jednak przyciąga nas różnorodność strojów i żywiołowość tancerzy. Tanecznym krokiem wracamy do hotelu zamykając tym samym kolejny dzień pełen wrażeń.

(ciąg dalszy nastąpi…)

2 komentarze

  • Agnieszka Krawczyk

    Witanko. :))) Ależ mi miło znów pobyć na Twoim blogu. :))) Świetny post, bardzo interesujący. Podoba mi się to miasto, bardzo chciałabym zwiedzić. Zdjęcia są rewelacyjne, no czuć niesamowitą atmosferę z samych zdjęć. Ty to wiesz, jak żyć i cieszy mnie, że dzielisz się tym pięknem z innymi, bo takie podróże wirtualne również dają ogrom radości, ale i motywacji.

    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, nie odzywałam się, bo zdrówko nawalało bardzo, a teraz już jest nieco lepiej, to też nadrabiam. 🙂

    • podrozyszczypta.pl

      Jesteś! Nareszcie. Bardzo się cieszę, naprawdę. Zdrowiej kochana. Zostawiłam kilka wpisów u Ciebie, mama nadzieję, że nie usunęłaś cha, cha, cha. Uściski wielkie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *