Estonia Narwa. Estońska poczekalnia w piekle?

Tym razem zmierzyłam się z opinią o estońskiej Narwie, którą podobno warto odwiedzić, aby uświadomić sobie jak brzydkie może być miasto. Socjalistyczna zabudowa, pomniki Lenina i Armii Czerwonej, a na ulicach nic ponad mordownię i niepamięć. Ciekawe czy w ogóle dojdę do hostelu? Cóż, skoro już ginąć to przynajmniej w ruchu, a nie w domu na zardzewiałym tyłku.

Żeby dostać się do hostelu musiałam przejść głównymi ulicami miasta. Pierwsze wrażenie? Narwa wygląda jak wiele polskich miasteczek. Niska, kanciasta zabudowa, sporo szarości i szarości łączonej z brązem. Niektóre budynki upominają się o pomalowanie, a odnowione rozweselają otoczenie. Dopiero w porównaniu z innymi estońskimi miastami widać różnicę na niekorzyść. Narwa wygląda przy nich jak daleka krewna w stroju z zeszłej epoki i niestarannej fryzurze. Uboga, licha, zapomniana…

Narwa – dworzec kolejowy

Przed II wojną światową nazywano ją „barokową perłą Morza Bałtyckiego”. Szczególny podziw budziła starówka wypełniona dziełami architektury. W 1944 roku radzieckie bombardowania zmieniły perłę w ruinę. Z ponad trzech tysięcy barokowych i gotyckich zabytków ocalało mniej niż dziesięć. Miasto zbudowano od nowa w „nieco” innym stylu…

Narwa – ratusz

Po wojnie władze ZSRR wysiedlały z Narwy Estończyków i Niemców umożliwiając osiedlenie Rosjanom. Piszę o tym nie bez powodu. W Narwie nadal 90% ludności stanowią Rosjanie.

Turystyczne tabliczki (i pani w informacji) kierują do ważnych miejsc w języku estońskim i angielskim, ale ulica rozmawia wyłącznie po rosyjsku. W restauracjach i sklepach jest podobnie (zorientujesz się po szyldach i kartach menu – napisane grażdanką :-)).

Poznawania miasta rozpoczęłam nietypowo. Nie od zamku, tylko od cmentarzy wojskowych: rosyjskiego i niemieckiego. Pierwszy znalazłam z dala od centrum. Niewielki. Zaledwie parę krzyży skrytych wśród drzew. Miejsce pochówku ponad tysiąca więźniów politycznych (do tej pory zidentyfikowano nazwiska zaledwie 150 osób).

Na cmentarzu niemieckim tysiące krzyży w równych rzędach. Stoi też pomnik żołnierzy i wszystkich ofiar wojny. Wielu osób nie udało się zidentyfikować. Duża liczba grobów pozostała nieoznakowana…

Atrakcje bliżej centrum trzymały mnie na dystans. Pozwoliły zbliżyć się jedynie do zewnętrznych murów. Na wejściu do ratusza nie zależało mi jakoś szczególnie w przeciwieństwie do Soboru Zmartwychwstania Pańskiego pod który kamień węgielny położył osobiście car Aleksander III i kościoła luterańskiego św. Aleksandra. Obie świątynie znajdują się w pobliżu dworca kolejowego i niestety podczas mojego pobytu były zamknięte na głucho.

Narwa jest miastem pogranicza. Od rosyjskiego Iwanogradu oddziela ją rzeka i most graniczny przerzuconym niemal między dwoma zamkami stojącymi na wysokich brzegach. Warto tu przyjechać choćby dla tego widoku.

źródło-www.visitestonia.com

Średniowieczny narewski zamek i twierdza w rosyjskim Iwanogradzie stoją dokładnie naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem. Pamiętają burzliwą historię i nie tak odległe czasy kiedy oba miasta tworzyły jedność…

Widok na twierdzę w rosyjskim Iwanogradzie
Zamek w Narwie

Czas przed powrotem do Tallinna wykorzystałam na zwiedzenie robotniczej części miasta z największą w Estonii fabryką włókienniczą założoną w 1857 roku na wyspie Krenholm (położona na południe od linii kolejowej). Domy mieszkalne z czerwonej cegły przypomniały mi te znane z Górnego Śląska. Pozostałe budynki wyglądały lichutko, a dawny dom kultury Vasyla Gerasimowa uosabiał obraz rozpaczy. W latach świetności w jego murach mieściła się scena z salonem, sala teatralna i kinowa z doskonałą akustyką. To było coś, prawdziwy smak życia kulturalnego w mieście. Teraz, cóż… przynajmniej na zdjęciu jakoś się trzyma. Budynek wystawiono na sprzedaż. Cena 2.000.000 euro. Nic tylko kupować.

Fabrykę włókienniczą czyli Krenholmską Manufakturę można zwiedzać. W skład kompleksu wchodzą hale produkcyjne z tkalnią i przędzalnią, domy robotników oraz pomieszczenia administracyjne. Niestety, nie można wejść ot tak po prostu z ulicy. Wcześniej trzeba się zapisać. Najciekawiej fabryka prezentuje się od strony ulicy Joala (przy dwóch mostach). Dowiedziałam się o tym dopiero po przyjeździe do Polski.

źródło-www.visitestonia.com
źródło-www.visitestonia.com

W Narwie wytyczono również szlak bastionów z końca XVII wieku. Trafiłam na nie przypadkiem, szwendając się po zakamarkach miasta. Jeżeli jesteś fanem, poniżej mapka, a więcej informacji znajdziesz tutaj  http://bastion.narva.ee/en/bastions/

Czy Narwa przypomina poczekalnię w piekle? Nie. Prawdą jest, że nie da się w niej zakochać spontanicznie i nie należy do miast, które warto zobaczyć przed śmiercią, ale będąc na północy Estonii czemu nie?

 

6 comments

  1. Początek mnie rozwalił. 😀 Na Twoich zdjęciach to się tam nawet i ciekawie wydaje. No i co… kupujesz tą zacną posiadłość? Mnie brakuje trochę pieniędzy, by to zrobić, mam tylko 1.9oo.oo8 euro hahaha Fajowy post. 🙂

    • Początek to autentyk. A posiadłość sobie odpuszczę. Zbieram na willę w Toskanii 🙂 Jak szaleć to szaleć. Jak mi zabraknie parę euro to się do Ciebie zgłoszę, bo widzę, że opływasz w dostatki 🙂

    • To nie moja zasługa 🙂 Na mnie widok mierzących się wzrokiem zamków zrobił wrażenie. Szkoda, że nie mogłam przejść na drugą stronę.

  2. Nie wygląda tak źle.
    Ja wychodzę z założenia, że warto zobaczyć nawet te mniej ładne miasteczka. Bo świat nie składa się tylko z tych pięknych miejsc.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *