Estonia Parnawa – witaj w „estońskim Miami” :-)

Jeden z anglojęzycznych przewodników nazwał Parnawę „estońskim Miami”. Po wizycie w Tartu uśmiechnęłam się słysząc takie porównanie. Wyobraźnia podsuwała rozmaite obrazy, ale na żadnym nie dostrzegłam Dona Johnsona w białym ferrari chroniącego estońskie wybrzeże. Pomyślałam, że dam się zaskoczyć.

Spokój przytulił mnie zaraz po wyjściu z autobusu. Miasto mówiło szeptem. Gdyby Don Johnson chciał tu przyjechać musiałby zamienić ferrari na rower, a pistolet na wędkę, bowiem Estończycy przestrzegają prawa i dbają o środowisko naturalne.

Pierwsza z brzegu uliczka doprowadziła mnie do Centrum Kultury Maarja-Magdaleena Gild, łączącego lokalnych rzemieślników tworzących unikalne przedmioty.

W zespole artystycznych dusz prym wiodą panie (wszystkie na zdjęciu). Organizują warsztaty i kursy dla osób w każdym wieku. Można również przyjrzeć się jak powstaje niepowtarzalna biżuteria, ceramika czy ubrania, a na pożegnanie zaszaleć i kupić jakieś cacuszko na pamiątkę.

Najstarszą budowlą w mieście jest XV-wieczna Czerwona Wieża, która stanowiła część średniowiecznej twierdzy otaczającej miasto i służyła jako więzienie. Tak naprawdę baszta jest biała, a jej nazwa pochodzi od czerwonej dachówki. Trudno ją wypatrzyć. Skryta w bocznej uliczce, na podwórku prywatnej posesji nie wygląda zachęcająco.

W niewielkim centrum Parnawy zachowało się sporo drewnianych domów w pastelowych kolorach. Stoją pomiędzy kamieniczkami tworząc przyjemną dla oka kompozycję.

Najpiękniejsze kamienice znalazłam na deptaku Rüütli. Najstarsze z nich pochodzą z XVII wieku. Pod numerem 21 gościł król szwedzki Karol XII, Aleksander Puszkina oraz demon zła – caryca Katarzyna II. Ciekawe o czym rozprawiali i jakie interesy ich tu przywiodły?

Jeden z ciekawszych budynków w Parnawie

Nieopodal stoi pomnik założyciela pierwszego w dziejach estońskiego tygodnika Perno Postimees”. Podeszłam do starszego pana i dotknęłam strony tygodnika. Prosty gest na szczęście, a dokładniej na dobrą wiadomość. Niestety nie pamiętam czy wróżba się spełniła.

Johann Voldemar Jannsen założyciel „Perno Postimees”
Bardziej współcześnie

Miasto nie krzyczy zabytkami. Nie sili się na oryginalność za wszelką cenę. Przyciąga prostotą. Najbardziej zaskoczyło mnie, że Parnawa i cała Estonia jest bardziej skandynawska niż bałtycka. A już na pewno nie przystaje do byłych republik ZSRR, od języka zaczynając na zabudowie kończąc. Poniższe zdjęcie wykonałam w parku Vallikäär. Szwecja w najczystszej postaci, prawda? 🙂

Parnawa jak na letnią stolicę Estonii przystało słynie z plaż i ośrodków odnowy serwujących kąpiele błotne. Istnieje nawet powiedzenie, że „ jeśli nie spotkałeś swych przyjaciół przez ostatni rok, na pewno spotkasz ich podczas wakacji w Parnawie”. Po takim wstępie spodziewałam się tłumu plażowiczów ściśniętych ręcznik w ręcznik, budek z fast foodem, pisków dzieci, przekrzykiwania się dorosłych. Jednym słowem bałaganu z głośną muzyką w tle znanego z rodzimych stron.

A tymczasem po raz kolejny przytulił mnie spokój. Szeroka, piaszczysta plaża ciągnęła się po horyzont. Ludzi mijałam co kilkadziesiąt metrów. Nikt nikomu nie wchodził w paradę, nie przeszkadzał. I pomyśleć, że ten raj na przełomie XVI – XVII wieku należał do Polski…

Autor zdjęcia – Kārlis Dambrāns

Zatopiona w myślach dotarłam do kamiennego molo długiego na kilometr. Gdybym miała pod ręką ukochanego na pewno przeszłabym kilometrową drogę i zwieńczyła ją pocałunkiem zapewniającym wieczną miłość, a tak znalazłam sobie cichy kącik i korzystałam ze słońca świecącego nad chyba nieco zapomnianą i niedocenianą częścią Europy.

2 comments

    • Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Cała Estonia jest taka. Spokój, wyciszenie, brak tłumów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *