Estonia Tallin – Wzgórze Toompea pełne legend

Jedni wierzą naturze i widzą w nim wapienne wzniesienie, inni dają pierwszeństwo legendzie według której Wzgórze Toompea wznoszące się na wysokość pięćdziesięciu metrów to kurhan nad grobem mitycznego ojca Estończyków Kaleva, usypany przez jego żonę. Ale to dopiero początek opowieści.

Gdy Linda niosła ostatni kamień, upadła, a głaz stoczył się dół. Wyczerpana kobieta zapłakała. Jej łzy zebrały się w jezioro Ülemiste. W jeziorze zamieszkał złośliwy Starzec z długą brodą nazywany Ülemiste Vanake. Lata mijały, miasto się rozbudowywało i tak pozostało do dzisiaj. Starzec codziennie siada na kamieniu i obserwuje rosnący Tallin. Tylko raz w roku opuszcza swój dom. Napotkane osoby pyta czy miasto zostało już ukończone. Jeśli kiedykolwiek otrzyma odpowiedź twierdzącą wypuści wodę z jeziora, by je zniszczyć.

Starzec może zmieniać swój wygląd, więc miej się na baczności i zwracaj uwagę o co pytają cię przypadkowo spotkane osoby (nawet jeżeli będzie to przystojny Hiszpan zapraszający na kawę :-)).

źródło: http://filmestonia.eu

Wzgórze Toompea jak na najstarszą część starożytnego miasta przystało skrywa wiele legend, zacisznych zakątków i punktów widokowych. Uliczki są jeszcze węższe niż w dolnej części miasta i podobnie jak tam gwar sąsiaduje z ciszą. Wieczorami przychodziłam tu posłuchać jak bije serce Tallina. Rytmiczne stuk-stuk, stuk-stuk odbijało się echem od średniowiecznych murów. W ciągu dnia poznawałam miejsca związane z jego historią.

Na szczycie wzgórza dominuje pełen przepychu prawosławny Sobór Aleksandra Newskiego. Niegdyś jego kopuły błyszczały w słońcu złotem, przypominając Estończykom o blisko trzystuletnim panowaniu Rosji. Po remoncie pomalowano je ciemną farbą.

Choć Estończycy nie darzą soboru sympatią, pozostaje on jednym z najczęściej odwiedzanych obiektów. Do wnętrza można wejść nietypowo z trzech stron. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach. Złoto ikon odbija się w blasku zapalanych świec. Panuje atmosfera zadumy. Byłeś kiedyś w cerkwi podczas nabożeństwa? Jeżeli nie, polecam. Spotka Cię coś naprawdę wyjątkowego, poczujesz jej wewnętrzny puls. Żadne słowa tego nie opiszą.

Po przeciwległej stronie wznoszą się pozostałości zamku Toompea z wieżą strażniczą Długi Herman. Historia zamku sięga X wieku. Wielokrotnie przebudowywany, z czasem zmienił przeznaczenie z funkcji obronnej na administracyjną. Obecnie obraduje w nim parlament Estonii. O wschodzie słońca, podczas podnoszenia estońskiej flagi, z wieży rozbrzmiewa hymn narodowy – gratka dla rannych ptaszków 🙂

Drugim sakralnym obiektem na wzgórzu jest Luterańska Katedra NMP (Toomkirik) – najstarszy kościół Estonii. W przeciwieństwie do soboru wnętrze katedry jest surowe, ascetyczne i płatne (2 euro, 5 euro z wejściem na wieżę). Według mnie nie warto korzystać z drugiej opcji ponieważ na Wzgórzu Toompea znajduje się kilka bezpłatnych punktów widokowych, ale decyzję pozostawiam Tobie.

U progu katedry pochowano Otto Johanna Tuve. Talliński Don Juan za życia miał trzy pasje: wino, kobiety i śpiew. Z jednej z nich nie zrezygnował nawet po śmierci i wykorzystując miejsce pochówku zagląda pod spódniczki wszystkim paniom przekraczającym próg katedry.

No dobrze, dosyć już siedzenia w zamkniętych pomieszczeniach. Czas poczuć promienie słońca na skórze. Wzgórze Toompea jest doskonałym miejscem do podziwiania starego miasta z lotu ptaka. Odnajdziesz na nim kilka darmowych platform widokowych: Patkuli, Kohtu, Piiskopi oraz dwie nienazwane. Panorama z nich jest naprawdę wyjątkowej urody.

Widać dywan czerwonych dachów poprzetykany iglicami kościelnych wież, fragmenty murów miejskich z basztami, zieleń parków oraz port nad  Zatoką Fińską. W dole ludzie wielkości mrówek naprzemiennie pojawiają się i znikają w wąskich uliczkach. Kierowcy rowerowych taksówek w przerwie między kursami opowiadają sobie wesołe historie, a ich śmiech rozchodzi się echem po okolicy.

Chwila odpoczynku i w drogę.

W ciągu dnia na Wzgórzu Toompea zewsząd słychać pstrykanie aparatów. Późnym wieczorem spotykam pojedyncze osoby. Gwiazdy świecą tuż nad głową. Można je ściągnąć z nieba jednym ruchem. Podświetlona fasada parlamentu wygląda zupełnie inaczej. Prawie nie widać Długiego Hermana. Zniknęły wszystkie auta psujące ujęcie. Wzgórze prezentuje się w zupełnie innym świetle.

 

 

 

 

 

 

 

 

4 comments

  1. Nie tak dawno zamieściłaś na blogu relację z Helsinek. Tallin i stolicę Finlandii niejedno łączy, ale po tej lekturze, mam wrażenie, że porównanie wypada zdecydowanie na korzyść Tallina, który wydaje się miastem przyjaźniejszym.

    • zdecydowanie. W Tallinie mogłabym zamieszkać. To jedna z moich ulubionych stolic. Nie za duża, nie za mała lecz w sam raz 🙂

  2. Legenda git. haha Weź nie strasz starcem tam ludzi mieszkających. buhahahaha Fajowy tekst. 😀

    Don Juan i jego miejsce pochówku mnie rozwaliło. hehehe

    Przepiękne zdjęcia, piękna architektura. Lubię czerwone dachy. Ty to żyjesz na maksa, miło się z Tobą podróżuje. Pozdrawiam bardzo serdecznie. :))))

    • Don Juana nie zmieniło jak widać nawet przejście na drugą stronę mocy 🙂 Tallin to jedno z moich ulubionych europejskich miast. Mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę, bo warto. Odwzajemniam bardzo serdeczne pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *