Janów Podlaski konie ach te konie

Na początku była mgła. Mgła i nic więcej. I tylko czasem słychać było w głębi dudnienie. I odgłosy słychać było. Odgłosy nienazwane. A potem z mgły wyłonił się tabun koni. Cwałem biegły. Te które biegły pierwsze, kiedy noc jeszcze trwała, były kare. Te kiedy Gwiazda Polarna zbladła były gniade. A te na których osiadły resztki mgły były srokate. A gdy zaczęło świecić słońce z mgły wyłoniły się kasztany. I tak jest do dzisiaj. Bo konie z mgły wyszły. Nieprawda to, ale piękna nieprawda…

Źrebiątka idą krok w krok za mamami, które nie spuszczają z nich oczu. Pierwsze chwile nauki chodzenia. Na długich, cienkich nogach wyglądają nieporadnie, przypominają kobiety uczące się chodzić na szpilkach.

Jeszcze nogi splatane, jeszcze do końca nie wiedzą, która przednia, która tylna, ale idą dzielnie. Małe zuchy ciekawe świata. Patrzą na wszystko błyszczącymi z radości oczami. Co jakiś czas przystają, częstują się matczynym mlekiem. Pijcie do syta maluszki. Na zdrowie!

„Pani tu stanie z tym aparatem i czeka”. Stoję i czekam, by zobaczyć magię w całej okazałości. Najpierw widzę dwa, potem zza drzew wyłaniają się kolejne. Biegną jakby nie dotykały ziemi. Spod kopyt wzbija się kurz.

Czy są szczęśliwe? Nie wiem. Co by nam ludziom powiedziały gdyby mogły? A może w ogóle nie chciałyby z nami rozmawiać… „Bo lepiej trzymać ze zwierzętami niż z ludźmi” przypominam sobie niedawno usłyszane słowa.

Zamykam oczy. Znikają zabytkowe stajnie, stajenni, barierki, pokazy, aukcje. Konie biegną przez rozległe łąki, wbiegają za zasłonę z mgły. Znowu są dzikie i wolne jak w piosence Elżbiety Adamiak.

„Przed wielu laty daleko gdzieś, były dwa dzikie konie,
Grzywy miały ze srebra, w ich oczach czaił się płomień.

Splątane grzywy rozwiewał im wiatr, szczęśliwe były i dumne,
Spod srebrnych kopyt wzbijał się kurz, na niebie rozpalał łunę.

Jeśli wśród nocy podejdziesz do okna, zobaczysz w gwiezdnej pożodze,
Jak w dzikim pędzie konie dwa biegną po Mlecznej Drodze

Splątane grzywy rozwiewa im wiatr, szczęśliwe są i dumne,
Spod srebrnych kopyt wzbija się kurz, na niebie rozpala łunę”.

PS Jeżeli jesteś zainteresowany historią stadniny w Janowie Podlaskim, najlepiej opowie ją jej wieloletni dyrektor Andrzej Krzyształowicz http://www.janow.arabians.pl/pl/historia/stadnina.php

6 comments

  1. Konie to jedna z najpiękniejszych specjalizacji fotograficznych, jakie znam. Jest w tych zwierzętach zagadkowe pomieszanie siły, bezbronności, wycofania i empatii.

    Swego czasu fotografowałem konie w małej stadninie na Jurze. Do dziś wspominam spotkanie z nimi jako wyjątkową przygodę.

  2. Wspaniały post, taki poetycki. <3 Jeny, ale widoki, jaka magia. Popłakałabym się ze szczęścia, widząc taki widok. Mnie się marzy zobaczyć konie całkowicie na wolności. 🙂 Fantastyczne zdjęcia, cały post.

    Ja to trzymam ze zwierzętami. 😀

    • Dziękuję. Od roku obserwuję i uczę się życia od zwierząt. Muszę przyznać, że my ludzie nie dorastamy im do pazurków.
      Pisząc też miałam przed oczami konie na wolności. Podobno w Bieszczadach można jeszcze takie spotkać, a i czasem trafi się człowiek, który stworzy im przyjazne warunki. Jakiś czas temu pewien bogaty pan kupił w okolicy Janowa sto hektarów ziemi i dwadzieścia koni ze stadniny. Konie żyją tam jak u pana Boga za piecem. Nikt ich nie trenuje, robią sobie co chcą. Są u siebie. Piękny pomysł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *