Kowno. Najbardziej litewskie miasto zaprasza

Pierwszy raz przebiegłam przez Kowno piętnaście lat temu. Zorganizowana wycieczka, pośpiech, nagromadzenie dat i nazwisk. Istny zawrót głowy. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że można podróżować inaczej…

Tym razem miałam do dyspozycji pięć dni i mogłam je rozplanować tak jak chciałam. Odwiedziłam Kiejdany, Rumszyszki, Birsztany, Czerwony Dwór. Każdego wieczora poznawałam odrapane, zapomniane uliczki Kowna oraz te odnowione, czyściutkie biegnące bliżej starówki. Ostatniego dnia wróciłam do miejsc niedostępnych wieczorową porą. Przekonałam się, że wycelowanie w sam środek Litwy było dobrym posunięciem.

kowno-murale

Sporą część najpiękniejszych kowieńskich zabytków miałam dosłownie na wyciągnięcie dłoni. Zamieszkałam w ścisłym centrum. Nie wiedziałam tylko czy nocą będę w stanie zasnąć. Okazało się, że po 23.00 starówka zasypia, a ja wraz z nią. Rano wystarczyło wyjść za drzwi, by podziwiać ratusz otoczony kamienicami z XVI i XVII wieku oraz kościołami. Wśród nich najbardziej widoczna jest sylwetka Katedry św. Piotra, największego katolickiego kościoła na Litwie.

katedra widok z zewnątrz

katedra ołtarz

Po przeciwnej stronie starówki znajduje się jeden z symboli miasta – Dom Perkuna z czerwonej, nietynkowanej cegły w stylu gotyku płomienistego. Według mnie najciekawsza architektonicznie budowla miasta.

Według legendy dom był świątynią pogańskiego boga Perkuna. W tym miejscu zawsze stała przynajmniej jedna wycieczka, najczęściej z Polski, i czekała na wejście do Muzeum Adama Mickiewicza. Ciekawe czy wiedzieli, że wieszcz nieszczególnie lubił Kowno. Owszem mieszkał w nim i pracował jako nauczyciel, ale nie dlatego, że chciał tylko dlatego że musiał odpracować stypendium. Ze smutku i tęsknoty za Wilnem wdał się bidula w romans z Karoliną Kowalską, żoną kowieńskiego doktora. Jak się ów romans zakończył tego nie wiem. Przypuszczam, że nieszczęśliwie, jak większość romansów wieszcza. Kochał mocno, niestety w większości zamężne kobiety.

Po drugiej stronie palcu ratuszowego stoi najstarszy zabytek miasta – zamek. Dawniej otaczały go mury obronne i fosa głęboka na pięć metrów. Do naszych czasów przetrwały dwie narożne baszty, basteja, fragment murów oraz fosy. Najbardziej urokliwie i spokojnie jest w okolicy zamku wieczorem, gdy nie ma turystów, autokarów, zgiełku. Wtedy można spotkać spacerujących miejscowych, przysiąść nad rzeką, odetchnąć. Do dyspozycji jest cały park Santaka, z mnóstwem alejek, górką Papieską i ołtarzem na którym sprawowano pogańskie obrzędy (jak przystało na kraj w którym najdłużej w Europie przetrwało pogaństwo).

kowno-zamek

A gdy dotrzesz na sam koniec parku, zobaczysz połączenie dwóch kowieńskich rzek: Niemna i Willi. Dla większości w tym miejscu kończy się spotkanie z Kownem. Rynek, katedra, Dom Perkuna, zamek i do domu. Mnie każdego dnia najbardziej ciągnęło w stronę ulicy Wileńskiej i dalej, aż do samego końca Alei Wolności czyli na deptak łączący Stare Miasto z Nowym.

kowno-ulica-wileńska

litwa-kowno

Łącznie ponad dwa i pół kilometra długości. Ulice różnią się od siebie. Na Wileńskiej w licznych kafejkach i restauracjach słuchać najróżniejsze języki świata, uliczni grajkowie umilają dzień muzyką i śpiewem, a kamieniczki czarują kształtem oraz detalami. Mniej zatłoczoną Aleję Wolności wytyczono jeszcze w XIX wieku jako Prospekt Mikołajewski. Obok Starego Miasta jest największą, a już na pewno najdłuższą atrakcją Kowna, ozdobioną szpalerem lip. Mieści się tu między innymi Teatr Muzyczny przed którym w 1972 roku młody chłopak w proteście przeciw reżimowi sowieckiemu, oblał się benzyną i podpalił, krzycząc „Wolność Litwie!”…

kowno-teatr-muzyczny

Stąd już niedaleko do Narodowego Muzeum Sztuki i Muzeum Wojennego. Zdecydowałam się bardziej klasycznie na Muzeum Diabłów z kolekcją ponad trzech tysięcy figurek i wyobrażeń diabła z całego świata. Czegóż tam nie było, diabły w każdej postaci: małe, duże, groźne, wesołe, kolorowe, bure, wyrzeźbione, ulepione. Hmm, a tych panów chyba już gdzieś widziałam.

Diabelskie Kowno?

kowno-muzeum-diabłów

muzeum-diabłów-kowno

Podobno istnieje ponad pięć tysięcy bajek opisujących diabelskie harce. Ja z nam z pięć więc chyba muszę nadrobić zaległości w diabelskiej lekturze. Jeżeli planujesz przyjechać do Muzeum Diabłów i masz jakiegoś pod ręką, pamiętaj, że muzeum chętnie przyjmie go w prezencie, by kolekcja rosła w siłę. Szkoda, że Wojtaliński został w domu, byłby cudnym diabłem do kowieńskiej kolekcji 🙂

Idąc dalej ulicą Putvinsko zobaczysz po lewej stację jednej z najstarszych w Europie kolei linowych. Podróż żółtym wagonikiem trwa niecałe dwie minuty. Tłumów brak, cena symboliczna (jeżeli ci się spodoba, drugą kolejkę znajdziesz po drugie stronie rzeki). W wagoniku jechałam ze starszą panią, która zachęcała mnie do wizyty w pobliskim kościele Zmartwychwstania Pańskiego, a nawet mnie do niego podprowadziła.

kowno-kolejka

Ogromną bryłę kościoła oraz jego siedemdziesięciometrową wieżę widać z daleka. Wnętrze pozbawione jest jakichkolwiek ozdób czy malowideł. Prosty ołtarz, w tle krzyż, idealna biel ścian. Nic nie rozprasza uwagi. Kościelna winda powiozła mnie, jak w piosence, do nieba. No dobrze, na taras widokowy, ale niebo miałam na wyciągnięcie ręki. Po drugiej stronie tarasu znajduje się skromna kapliczka. Można do niej wejść, a jeżeli chcesz zobaczyć jeden z piękniejszych widoków na miasto, otwórz drzwi umieszczone za ołtarzem.

To nie wszystkie zabytki  i nie wszystkie miejsca gdzie możesz poczuć klimat najbardziej litewskiego miasta. Kowno oferuje wiele więcej. Przekazuję Ci pałeczkę. Jedź, zobacz, odkrywaj je po swojemu. Wyrób sobie własne zdanie o mieście, które dla jednych jest stratą czasu, a dla innych inspiracją.

 stara-zabudowa-kowna

kowno-litwa

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *