Podlaskie

Kruszyniany tatarska wioska i zapach orientu

Kruszyniany nazywane są tatarską wioską. Założyli ją polscy Tatarzy, którzy w XVII wieku otrzymali te ziemie od króla Jana III Sobieskiego w podzięce za walkę z Turkami po stronie Rzeczypospolitej. Obecnie mieszka tu osiem tatarskich rodzin kultywujących swoją religię i zwyczaje.

Meczet w Kruszynianach – dlaczego jest zielony?

Centralne miejsce w wiosce zajmuje zielony, drewniany meczet, który zupełnie nie przypomina muzułmańskich świątyń. Dlaczego? Ponieważ postawiła go miejscowa ludność, tak jak potrafiła najlepiej wzorując się na lokalnych kościółkach i cerkiewkach.

Meczet w Kruszynianach posiada trzy wieże z czego dwie pełnią funkcę minaretu, stąd muezin nawołuje do modlitwy. Nie przypadkowo również dobrano barwę meczetu. Zieleń jest bowiem najbardziej charakterystyczną barwą islamu.

Kruszyniany meczet z zewnątrz

Meczet w Kruszynianach można zwiedzać z przewodnikiem panem Dżemilem Gembickim w wyznaczonych godzinach. Mimo iż Kruszyniany to prawdziwy koniec świata, zainteresowanych nie brakuje. Pięć lat temu meczet odwiedził sam książę Karol, a zdjęcia upamiętniające jego wizytę można obejrzeć w gablocie znajdującej się na zewnątrz.

Zwiedzamy meczet w Kruszynianach

Do wnętrza meczetu można wejść po zdjęciu obuwia. Wnętrze podzielone jest na część dla mężczyzn i dla kobiet. Modlący się stoją jeden obok drugiego na rozścielonych na podłodze kobiercach. Wszyscy zwróceni się twarzą w stronę Mekki, którą wskazuje mihrab czyli nisza z oknem. Podłogi pokrywają barwne dywany, a na ścianach wiszą malowane i haftowane muhiry z fragmentami koranu. Przewodnik opowiada nie tylko o religii muzułmanów, ale również o historii Tatarów w Polsce, ich zwyczajach i świętach.

Wiedziałeś na przykład, że muzułmanie wierzą w anioły? W islamie nie ma również spowiedzi. Jeden anioł zbiera do księgi dobre uczynki, drugi anioł złe, a osądem zajmuje się Bóg. Zapamiętałam również, że podczas ślubu duchowny mówi młodej parze o opiece nad rodzicami, że trzeba być wyrozumiałym wobec rodziców, tak jak oni byli wyrozumiali wobec nas gdy byliśmy dziećmi.

Wnętrze meczetu, ściana modlitewna źródło: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/

Na powyższym zdjęciu widać wnętrze meczetu w Bohonikach, ale to w Kruszynianach niewiele się różni. Niestety podróżując po Podlasiu mało fotografowałam dlatego musiałam poszukać wsparcia w innych źródłach.

 

Mizar czyli muzułmański cmentarz w Kruszynianach

Obok meczetu biegnie droga prowadząca na mizar czyli muzułmański cmentarz gdzie do dziś chowani są zmarli. Najstarsze mogiły można poznać po tym, że mają dwa kamienie nagrobkowe: większy leżący u głowy zmarłego i mniejszy spoczywający u jego stóp. Na najstarszym nagrobku widnieje data 1699.

Kruszyniany tatrski mizar

Nowe groby wyglądają niemal identycznie jak chrześcijańskie. Odróżnia je jedynie umieszczony u góry półksiężyc z gwiazdą i czasami werset z koranu. Całkowitym odstępstwem od zasad islamu jest umieszczenie na grobowcach wizerunków osób zmarłych. Wszystkie groby skierowane są “nogami” w stronę Mekki.
Zwróć uwagę na połączenie muzułmańskich imion męskich  i polskich nazwisk np. Chusein Półtorzycki czy Ismail Bajraszewski. Przed laty władze polskie zezwoliły Tatarom na śluby z Polkami pod warunkiem przejęcia od nich polskich nazwisk.

Tatarska jurta czyli tatarska chata w Kruszynianach

Po wyjściu z meczetu zaobserwowałam, że zwiedzanie Kruszynian odbywa się według następującego schematu: wizyta w meczecie, wizyta na muzułmańskim cmentarzu, posiłek w Tatarskiej Jurcie. Nikt oczywiście takiego stylu nie narzuca, wszystko dzieje się samoczynnie. Największe obawy miałam przed wizytą w jurcie. Od dawna chciałam ją odwiedzić. Miejsce bardzo chwalone, polecane, ochy, achy, rewelacja. Przy takich opiniach rzeczywistość lubi zaskakiwać i zaskoczyła. Weszłam, usiadłam za stołem. Kelnerka położyła przede mną podkładkę w postaci olbrzymiego arkusza papieru. Znalazły się na niej informacje o okolicznych zabytkach, kuchni tatarskiej i serdeczne powitanie właścicielki pani Dżennety.

Jako, że w menu brakowało wagi serwowanych specjałów, zdałam się na wiedzę kelnerki, która dla zobrazowania wielkości poszczególnych dań, zataczała w powietrzu niemal identyczne kształty. Wybrałam pierekaczewnik – wielowarstwowe ciasto z mięsem indyczym, cebulą i masłem oraz kawę po tatarsku z cynamonem i kardamonem. Czekając na zamówienie moją uwagę przyciągnęło zachowanie córki właścicielki. Tak bardzo nie pasowało do powitalnego zdania o powstaniu jurty z potrzeby serca…

kruszyniany tatarskie stroje
Tatarskie stroje wiszące jako ozdoba na ścianach

Najpierw do jurty weszły dwie dziewczyny z babcią i chciały kupić na wynos kilka porcji pierekaczewnika. Usłyszały, że nie ma takiej możliwości (co najdziwniejsze para ze stolika obok poprosiła o spakowanie ledwo skubniętej porcji i prośbę spełniono bez obrażonej miny i narzekania). Do dziś zachodzę w głowę czym różniły się te dwie sytuacje. Potem przyszedł starszy pan-robotnik pracujący przy budowie Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej. Pprosił o herbatę. Dziewczyna obrzuciła go spojrzeniem, jakby zażyczył sobie kawioru z szampanem. Jeszcze tylko krótkie burczenie pod nosem i … pan dostał kompot. A ja swoje zamówienie. Oj malutkie, malutkie, malutkie. Za 27 złotych wypadałoby odkroić większy kawałek. Najbardziej zaskakująca okazała się jednak cena babki ziemniaczanej. Jedno z najtańszych dań, które w centrum Białegostoku kosztuje maksymalnie 15 zł, tutaj można kupić za 25 :-).

Kruszyniany jedzenie w Tatarskiej Jurcie

Obiektywnie podsumowując – nie podobało mi się podejście do klienta, chłodna wyuczona uprzejmość (naprawdę smutne, że młoda dziewczyna nie potrafi się uśmiechać tylko chodzi ze skwaszoną miną i burczy pod nosem), ceny i wielkość dań. Co do pierekaczewnika, smak w porządku, ale nie mam skali porównawczej gdyż jadłam go pierwszy raz w życiu. Czy wrócę? Nie, ponieważ nie znalazłam ku temu ani jednego powodu.

Idąc na przystanek, myślałam o tym jaki przewrotny bywa los. Miejsce, którego od dawna chciałam posmakować , o którym przeczytałam wiele rozpływających się w zachwytach artykułów, okazało się niewypałem. Może miałam pecha i trafiłam na zły dzień. Chciałabym w to wierzyć.

Na szczęście szybko zapomniałam o nieprzyjemnej atmosferze. Pomogła mi w tym sympatyczna para poznana w drodze powrotnej, PKS-em oczywiście 🙂 Rozmowa płynęła jak między starymi, dobrymi znajomymi. Ewa pokazywała mi na mapie najciekawsze szlaki Podlasia, a Bartek opisywał miejsca, które koniecznie muszę zobaczyć. Godzina w ich towarzystwie trwała zaledwie parę minut.

2 komentarze

  • Anulka Naturalnie

    Jeszcze nie odwiedziłam tych okolic, ale moja bratowa postanowiła w tym roku zrobić dzieciom namiotową wyprawę po tym rejonie i wróciła zachwycona. Oczywiście najmłodsze uczestniczki wyprawy miały obowiązkową sesję w tatarskich strojach:). Czy kartacze też Ci się udało spróbować? Co by nie mówić kuchnia na Podlasiu lekka nie jest i głodnym się raczej nie chodzi:) Pozdrawiam serdecznie:)

    • podrozyszczypta.pl

      Polecam okolice i cały wschód Polski (niestety niedoceniany). Kartacze jadłam. Pycha! Wschodnia kuchnia do lekkich nie należy, ale ma we mnie oddaną fankę.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *