Italia

We włoskim Lecco jak w Mordorze, czy to możliwe?

Wycieczkę do Lecco zaplanowałam z myślą o Wojtalińskim. Mała miejscowość, jezioro Como, góry i spokój. Na zdjęciach brakowało jedynie roześmianych disnejowskich zwierzątek biegnących wężykiem między wąskimi uliczkami. Idealne miejsce na spędzenie wigilijnego popołudnia. Skąd mogłam wiedzieć, że zakryją nas cienie Mordoru…

Podróż z Bergamo do Lecco trwała zaledwie 40 minut. Przez całą drogę mieliśmy nadzieję, że mgły opadną, a przez chmury przebije się chociaż kilka słonecznych promieni. Przez chwilkę nawet się na to zanosiło.

Na dwóch głównych placach: Piazza XX Settembre i Piazza Cermenati hulał w najlepsze świąteczny jarmark. Wyglądał identycznie jak ten w Bergamo. Rzędy bliźniaczych budek z drewna wyrosły po obu stronach ulicy. Między nimi płynął, jak rzeka, czerwony dywan. Brakowało jedynie niemieckich przysmaków i grzanego wina, które jak zauważyliśmy w Bergamo, a potem w Weronie, cieszą się uznaniem na włoskiej ziemi i nikogo nie trzeba zachęcać do zakupu. Kolejka non-stop. Cena zdecydowanie wyższa niż w Berlinie, ale co tam. Magia świąt 🙂

Bazylika św. Mikołaja w Lecco

Mijając kolejne stoiska dotarliśmy do Bazyliki św. Mikołaja, największej religijnej budowli w mieście, poświęconej patronowi żeglarzy. Przylega do niej 96-metrowa dzwonnica – niekwestionowany symbol miasta. Jedna z dziesięciu najwyższych wież w Italii. Wyglądem przypomina ołówek i można ją dostrzec niemal z każdej części Lecco.

Sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej

Drugą ważną budowlę odkryliśmy w drodze do Starego Mostu. Sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej wzniesiono ku pamięci tych, którzy zginęli w czasie Wielkiej Wojny (ich szczątki spoczęły w krypcie pod ołtarzem). Surowe, ciężkie, pozornie niedokończone wnętrze budziło respekt. Wrażenie niedostępności potęgowały filary i łuki wykonane z gołej cegły. Przyćmione światło i cisza dźwięcząca w uszach… Warto wiedzieć o dwóch osobliwościach sanktuarium.

Na szczycie dzwonnicy umieszczono krzyż, pośrodku którego zachowano relikwię prawdziwego krzyża. Gdy przyjdziesz tu o siódmej wieczorem usłyszysz kościelny dzwon. Bije tylko raz dziennie, ku pamięci poległych.

 

Po części przeznaczonej dla ducha, nadszedł czas na część przeznaczoną dla ciała czyli promenadowy luz. Widokom daleko było do tych pocztówkowych. Jedna część miasta trzymała się dzielnie, walcząc o najdrobniejszy barwny rumieniec, a druga tonęła, pokonana, w tolkienowskim Mordorze. Z resztą sam zobacz jak to wyglądało.

Mieszkańcy miasteczka w ogóle nie zwracali uwagi na strefę mroku. Plotkowali na ławeczkach, karmili ptaki, a zakochani jak to zakochani nie widzieli niczego poza sobą, w Lecco znajdowali się tylko ciałem 🙂

Na szybie jednej z kawiarenek Wojtaliński dostrzegł plakaty z widokami miasteczka skąpanego w letnim słońcu. Dostrzegł i zamarł.

– Czy tu naprawdę tak wygląda?

-Hmm, jakby ci to powiedzieć kochany mój… Czytałeś „Małego Księcia”?

-Si.

-Zatem nie wierz swym oczom, sercem patrz 🙂

(Niestety chyba Wojtalińskiego nie przekonałam).

Tak normalnie wygląda Lecco 🙂 Pocztówkowe miasteczko, prawda?

Wróciliśmy na Piazza Carmenati rozejrzeć się za Panettone czyli tradycyjną włoską drożdżową babą przygotowywaną w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Wybór ogromny. Od zupełnie malutkich mieszczących się w dłoni, po ogromne babiska pakowane w ozdobne, kartonowe pudła. Ceny mocno zróżnicowane. Najdroższa Panettone jaką widzieliśmy kosztowała 40 euro. Ciekawe czy smak dorównywał cenie? Może się kiedyś dowiemy 🙂

Największym „braniem” cieszyły się baby przyjaźniejsze cenowo (10-15 euro) i taką też radziła nam kupić pani u której się zatrzymaliśmy. Zakupowy i świąteczny klimat zawęził nam postrzeganie. Dopiero za drugim podejściem zauważyliśmy wciśniętą w róg placu La Torre Viscontea (Wieżę Visconti) czyli wszystko co pozostało z potężnego zamku otoczonego fortyfikacjami. A tak całość wyglądała najprawdopodobniej w czasach średniowiecza.

źródło: https://www.eccolecco.it/

Niewielkie Lecco stało się również tłem przełomowej włoskiej powieści Alessandro Manzoniego „I Promessi Sposi”. Pisarz spędził w mieście* większą część swego nastoletniego życia, a krajobraz i miejsca, które odwiedzał były dla niego niesłabnącą inspiracją. Istnieje nawet trasa spacerowa prowadząca śladami głównych bohaterów powieści, taka turystyka literacka pozwalająca poznać miasto z zupełnie innej strony.

My wybraliśmy turystykę świąteczną i z Panettone w dłoniach wsiedliśmy do pociągu, by na spokojnie zastanowić się nad oryginalnym, świątecznym menu.

*Willę w której mieszkał Manzoni zamieniono na muzeum. Znajduje się niedaleko dworca. Dziesięć sal wypełniono pamiątkami związanymi z życiem i twórczością poety (gratka dla wielbicieli).

16 komentarzy

  • Grzegorz Chudzik

    Niedawno odwiedziłem Lecco na krótko przed pandemią koronawirusa. Udało się mi i rodzinie – jesteśmy zdrowi.

  • Agnieszka Krawczyk

    Wiem, żem dziwna, ale mnie się podoba, jak tam wyglądało podczas panowania Mordoru. hihihih Naprawdę pięknie i bardzo klimatycznie, pasi mi po całości. Także Twoje zdjęcia dla mnie są również pocztówkowe, są dla mnie i już! 🙂 Poprawiasz humorek swoim podejściem, swoimi postami. Lubię z Tobą podróżować i Ty to wiesz, bo ja się powtarzam. hehe Najserdeczniejsze pozdrowienia już do Ciebie lecą. :))))) <3

    • podrozyszczypta.pl

      Wcale nie dziwna, zwariowana i ciesząca się życiem. I o to chodzi. A kto mnie uczy radości ze wszystkiego, w tym z drobiazgów, codziennych drobnostek i uroków przyrody? Moja imienniczka i jej przyjaciele. Ściskam mocno i dobrego dzionka życzę.

    • podrozyszczypta.pl

      Jotko to moje marzenie. Oglądać cudowne miejsca o każdej porze roku. Obserwować jak zmienia je świat przyrody.

  • Urszula

    Mnie tam się podoba taka aura tajemniczości. W promieniach słońca to widziała miasto większość odwiedzających, a taką oryginalność jak Ty pewnie niewielu!
    No i poczucie humoru Cię nie opuściło, dzięki temu fajnie czyta się wpis:)))

  • Mo.

    Nie wiem jak Cię pocieszyć bo ja jak byłam w Lecco to pogodę miałam podobną. Pozostało mi po tym miasteczku “mgliste” wspomnienie i jestem z siebie dumna, że się nie popłakałam porównując zdjęcia widziane wcześniej w internecie z tym co widziałam na żywo 🙂

    • podrozyszczypta.pl

      Trzeba będzie jeszcze raz pojechać, nie ma rady 🙂 Powiem Ci, że jakoś szczególnie się nie zmartwiłam. Takie nieprzewidzane atrakcje Lecco 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *