zbliżenie na zatopiony wrak parowca w bojanach
Mazowieckie

Legendy Mazowsza i tajemniczy parostatek

 

Trasa: zamek w Liwie-Węgrów-Starawieś-Brok nad Bugiem-Bojany

Pogoda na sobotę zapowiadała się obiecująco. Zamiast wykańczających 38 stopni, przyjazne, rześkie 25. Temperatura idealna dla szwendaków. Ruszyliśmy w drogę, na spotkanie z legendami Mazowsza.

Przed zamkiem w Liwie okazało się, że do otwarcia wrót pozostało sporo czasu. Czekać czy jechać? Jechać czy czekać? Trudne pytania zwłaszcza na pusty żołądek. Może po śniadaniu łatwiej uporamy się z podróżniczymi dylematami. Zamkowe mury stały się naszym stołem, trawa krzesłem, a kanapki i kawa w mig przeobraziły się w mięsiwa przewyborne i trunki wyśmienite. Między radosnymi trelami ptaków dało się wychwycić nietypowy dźwięk. Czyżby szelest sukni Żółtej Damy?

liw-zamek

Legenda o Żółtej Damie

Dama nie straszy lecz szuka oczyszczenia w ludzkich oczach. Bogu ducha winną kobietę oskarżono o cudzołóstwo, po tym jak w tajemniczy sposób zniknęły trzy pierścienie podarowane jej przez męża. Na nic zdały się błagania i zapewnienia o niewinności. Kat wykonał wyrok, a niedługo potem klejnoty odnaleziono w sroczym gnieździe. Od tamtej pory, o północy, na zamku pojawia się zjawa odziana w żółtą suknię. Tym razem dała o sobie znać o poranku. Skąd taka zamiana? Zabrakło nam śmiałości, aby zapytać. Dokończyliśmy śniadanie i w mgnieniu oka znaleźliśmy się na drodze prowadzącej do Węgrowa. Miasta pełnego czaru i … czarów.

bazylika-w-węgrowie

Pan Twardowski i jego magiczne lustro.

Wszystko za sprawą XVI wiecznego magicznego lustra należącego do alchemika i czarnoksiężnika Jana Twardowskiego. Ta słynna pamiątka od 300 lat przechowywana jest w zakrystii bazyliki, królującej na węgrowskim rynku (wejście możliwe tylko z osobą upoważnioną. Numer telefonu dla zainteresowanych podany na karteczce przytwierdzonej do drzwi bazyliki).

Lustro, choć wygląda niepozornie, skrywa potężną moc, która tylko czeka, by ją uwolnić. Cesarz Napoleon I ujrzał w nim klęskę swojej armii w wojnie z Rosją. Proboszcz znany z próżności zamiast swojego odbicia zobaczył wykrzywiony pysk diabła, a sam mistrz Twardowski na prośbę króla Zygmunta Augusta przy użyciu zwierciadła wywołał widmo, młodo zmarłej małżonki królewskiej. Istnieje też opowieść bliższa naszym czasom. W 1980 roku jedna ze studentek zobaczyła w nim swoje odbicie poprzecinane pionowymi, ciemnymi smugami. Po paru latach, w czasie stanu wojennego, trafiła do więzienia za działalność opozycyjną. Na tym nie koniec. Mimo słusznego wieku rama lustra pozostaje nietknięta przez szkodniki drewna, a na jego tafli nie osiada kurz (!)

Pan Twardowski wzywa ducha Barbary Radziwiłłówny obraz Wojciecha Gersona
Pan Twardowski wzywa ducha Barbary Radziwiłłówny
obraz Wojciecha Gersona

Opowieści o lustrzanych tajemnicach przekonały mnie, że z magią nie ma żartów i skutecznie powstrzymały od przejrzenia się w nim. Moje kieszonkowe lusterko też jest niczego sobie. Może nieco młodsze i mniejsze za to przyjaźnie nastawione i bez obaw mogę się w nim przeglądać.

Do Starejwsi przyciągnął nas pałac Radziwiłłów, a chwilę potem odepchnęła informacja umieszczona przed bramą wjazdową. W rezydencji mieści się ośrodek szkoleniowy NBP i całość, wraz z olbrzymim parkiem, nie jest dostępna dla zwiedzających. Musiał nam wystarczyć widok zza bramy.

starawieś-pałac-radziwiłłów

Nazwa Brok od razu skojarzyła mi się z piwem. I gdy już prawie zdmuchiwałam nadmiar chmielowej pianki znad kufla, Wojtaliński wypowiedział sześć słów, których nie chciałam usłyszeć: kochanie to nie jest ten Brok. Niemożliwe okazało się prawdziwe i bolesne. Piwo Brok, zamiast w mieście o tej samej nazwie, rozlewane jest w Koszalinie. Kto przegapił taką zgodność i idealną miejscówkę? 🙂

Położone nad rzekami Buk i Brok (tak, tak nawet rzeka nosi tę samą nazwę), należy do grona najmniejszych miejscowości z prawami miejskimi w Europie (!). Na niewielkim rynku oprócz ratusza i kościoła, otwartego jedynie w czasie nabożeństw, znajduje się lodziarnia założona w 1969 roku. Tam, w czasie pałaszowania lodów, dowiedzieliśmy się jak najszybciej dotrzeć do zatopionego wraku.

Tajemnicze resztki parowca spoczywające na dnie Bugu, cieszą się sporym zainteresowaniem, a wioska Bojany z dnia na dzień stała się najczęściej odwiedzanym miejscem w okolicy. Znalezisko dechu w piersiach nie zapiera, a już na pewno nie prezentuje się tak widowiskowo jak w telewizji. Ot, trochę zamulonych kształtów wystających ponad poziom wody. Do wraku można dotrzeć przechodząc po dnie lub dzięki przedsiębiorczości jednego  z mieszkańców podpłynąć łódką. Zwolenników obu sposobów nie brakowało.

wrak-parowca-w-bojanachzatopiony-wrak-w-bojanach

Mimo, że nie wiadomo dokładnie, kiedy parowiec zatonął, ani do kogo należał ludzie zgromadzeni na brzegu prześcigali się w teoriach dotyczących znaleziska. Wskazywali na pierwszą i drugą wojnę światową, okres międzywojenny, Niemcy, Rosję, Polskę. Jeden wiedział od dziadka, inny miał zapewnienia babci.

Leżąc na kocyku, zastanawialiśmy się, która z opowieści ma najwięcej wspólnego z prawdą  i popijając lemoniadę nuciliśmy „parostatkiem w piękny rejs”. Czas i tak rozwieje wszelkie wątpliwości.

2 komentarze

  • Dorota Żebrowska

    Tak się szwendaliśmy wokół Chaty Czerwień, że nie udało nam się porozmawiać o tym, że kilka lat mieszkaliśmy w Węgrowie. To wspaniała okolica, doskonała na wycieczki rowerowe wzdłuż Liwca dla niezbyt zaawansowanych rowerzystów. Stara Wieś od 18 lat niezmiennie zamknięta. Pozdrawiamy: Dorota, Roman i Filip

    • podrozyszczypta.pl

      liczę na to, że przy najbliższej okazji nadrobimy zaległości 🙂 Tematów nam na pewno nie zabraknie. Pozdrawiamy serdecznie Agnieszka i Wojtek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *