rysunek nieistniejącego pałacu radziwiłłów w kiejdanach
Litwa

Litewskie Kiejdany. Z wizytą u Radziwiłłów

„Jeżeli byłeś w Wilnie to Kowno możesz ominąć”. Komentarz w Internecie nie pozostawiał złudzeń. Ktoś o nicku „as 07” jednym zdaniem skreślił z turystycznej mapy drugie co do wielkości miasto na Litwie. Zobaczymy – pomyślałam rezerwując bilety i cztery noclegi w Kownie.

By dojechać z Warszawy na Litwę wystarczy wsiąść do autobusu (spory wybór przewoźników, połączeń i cen). Dla potrafiących złapać sen w pozycji siedząco-skrętnej polecam połączenie nocne. Pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze, a przy odrobinie szczęścia można, jak panisko, rozłożyć się na dwóch siedzeniach. Niestety odrobina szczęścia nie objęła mojego piątkowego kursu. Tuż po starcie przełączyłam się na tryb podróżniczy. Rogal pod głowę, zatyczki do uszu, fotel do tyłu. W objęciach Morfeusza ośmiogodzinna podróż minęła błyskawicznie. Podobno pozycja podczas snu zdradza naszą osobowość. Ciekawe czy dotyczy to także snu w podróży :-).

Autobus przyjechał zgodnie z planem. W budce przy dworcu kupiłam gorzką kawę parzeniuchę. Nie cierpię kawy bez cukru, ale za nic nie umiałam sobie przypomnieć jak powiedzieć po rosyjsku cukier. Na polskie „z cukrem” pani zareagowała radosnym kiwnięciem głowy usypiając moją czujność.

Sącząc kawę sprawdzałam rozkład jazdy. W połączeniach do okolicznych miast i miasteczek mogłam przebierać. Podróżnicza mozaika zaczęła układać się w miły dla oka wzorek. Na pierwszą wycieczkę zdecydowałam się od razu.

Dworzec w Kiejdanach znajduje się na obrzeżach miasta. Czekała mnie zatem dalsza podróż autobusem, tym razem podmiejskim. Okolica świeciła pustką. Po lewej stronie stacja benzynowa, po prawej przystanek. Jeszcze tylko bilet i w drogę.

Cerkiew Przemienienia Pańskiego
Cerkiew Przemienienia Pańskiego w Kiejdanach z zewnątrz
wnetrze-cerkwii-w-kiejdanach
i od środka

Kto słyszał o Kiejdanach musiał słyszeć o bogatym i potężnym rodzie Radziwiłłów, a zwłaszcza o księciu Januszu i jego ojcu Krzysztofie. Pod ich panowaniem miasto rozkwitło. Dzięki przychylnej polityce podatkowej w mieście osiedlali się przedstawiciele innych narodowości. Z zagranicy przyjeżdżali wybitni inżynierowie i rzemieślnicy. Powstawały kościoły i place targowe. Działała drukarnia, apteka i manufaktura papieru. W założonym gimnazjum wykładali naukowcy europejscy, a programy nauczania układano na podstawie najbardziej postępowych metod. W tym czasie Kiejdany zostały drugim miastem litewskim po Wilnie. W XVII wieku prawdziwa potęga. Dzisiaj przyjemne miasteczko, w sam raz, aby spędzić w nim pół dnia, oglądając pamiątki z przeszłości.

Kamienice na rynku w Kiejdanach
Kamienice na rynku w Kiejdanach
zbor-luteranski-w-kiejdanach
Zbór luterański 1640 rok

Pierwszą znalazłam na końcu ulicy Wielkiej. Dwupiętrowa kamienica z dodatkowymi pomieszczeniami na poddaszu, wyróżnia się na tle innych. Zamieszkują ją dziwne indywidua wyglądające zza czerwonych okiennych ram: rycerz na koniu, biesiadnicy żywcem wyjęci z powieści Sienkiewicza, starsi panowie, bandziory, anioły i bliżej nieokreślone twory gapiące się przed siebie. Osobliwym budynkiem okazał się Dom Kupca Keidangeno (od jego imienia pochodzi nazwa miasta), a nowy wygląd nadał mu litewski artysta Feliks Paulauskas, ratując go od rozbiórki. Niecodzienna sąsiedzka mieszanka tak skutecznie przysłania wzrok, że dopiero po chwili zauważyłam zamurowane okna i ogólnie nie najlepszy stan budowli. Pomysł artystycznej reanimacji bardzo fajny. Ciekawe czy już tak zostanie czy może władze miasta zdecydują się na remont domu legendarnego kupca.

dom-kupca-keidangeno

Po lewej stronie na tej samej ulicy widać dzwonnicę i wejście do zboru kalwińskiego uznawanego za jedną z najpiękniejszych świątyń tego wyznania na świecie. W jego podziemiach znajduje się krypta Radziwiłłów, a w sarkofagach spoczywają min. wspomniani na początku Krzysztof i Janusz Radziwiłłowie. Jako smutną ciekawostkę dodam, że w czasach republik ZSRR we wnętrzu kościoła odbywały się mecze koszykówki na urządzonym specjalnie w tym celu boisku…

widok na zbór kalwiński od strony mostu

rzeka w Kiejdanach

Kościół św. Jerzego w Kiejdanach należy do najstarszych świątyń litewskich/
Kościół św. Jerzego w Kiejdanach należy do najstarszych świątyń litewskich.

W czasach Radziwiłłów miasto słynęło z tolerancji. Niemcy, Szkoci, Żydzi, Rosjanie, Duńczycy. Różne narodowości, wyznania, języki. Na starówce pozostały charakterystyczne domy po Szkotach, na Starym Rynku (zwanym żydowskim) oprócz synagog pozostały drewniane domki typowe dla żydowskiej dzielnicy. Sporo zabytkowych budowli zginęło bezpowrotnie w tym pałac-rezydencja rodu Radziwiłłów ze wspaniałym parkiem w stylu angielskim.

rysunek nieistniejącego pałacu radziwiłłów w kiejdanach
Pałac Radziwiłłów wysadzony w powietrze w 1944 roku

Ciekawe czy hetman wielki litewski rozpoznałby w dzisiejszych Kiejdanach miasto, które przed wiekami było jego oczkiem w głowie. Ile elementów z dawnej układanki odnalazłby w dzisiejszej architekturze, codziennym życiu, kulturze…

Z zamyślenia wyrwał mnie szum rzeki i widok osobliwej konstrukcji stojącej nad jej brzegiem. Coś na kształt zjeżdżalni z umieszczoną pośrodku rolką. Z tyłu rzeźbę ozdabia duży wieszak z wirującymi na wietrze krawatami. Oto krzesło dla Czesława Miłosza, honorowego obywatela Kiejdan, widziane oczami Feliksa Paulauskasa. Symbolika rzeźby nie dawała mi spokoju przez cały pobyt w Kiejdanach. Lubię twórczość uruchamiającą wyobraźnię 🙂

krzesło dla czeława miłosza

A propos uruchamiania wyobraźni, kilometr od centrum powstała muzeo-galeria Janiny Monkute-Marks. Warto zajrzeć do kolorowego świata artystki.

W drodze powrotnej wjechałam w sam środek burzy. Wiedziałam, że podczas całego pobytu pogoda nie będzie mnie rozpieszczała, ale żeby aż tak… Na szczęście ulewa skończyła się po kilkudziesięciu kilometrach i ominęła Kowno.

Do centrum Kowna dotarłam drogą biegnącą wzdłuż rzeki. Po załatwieniu formalności noclegowych ruszyłam w miasto. Głównym deptakiem dotarłam do Alei Wolności łączącej Stare Miasto z Nowym. Na całej długości sklejone ze sobą kamieniczki w różnych stylach. Na dole kawiarenki, restauracje, sklepy z pamiątkami, ubraniami i biała sylwetka kościoła św. Michała Archanioła zamykająca reprezentacyjną ulicę. Pierwszy raz zobaczyłam go jakieś dziesięć lat temu, gdy wybrałyśmy się z koleżanką na zorganizowaną trzydniową wycieczkę Wilno-Kowno-Troki. Niewiele pamiętam z dawnej wycieczki. Pięć minut w jednym miejscu, biegiem do następnego i kolejne pięć minut z zegarkiem w ręku, jakby nas Niemcy gonili… Za szybkie tempo jak dla mnie.

Spacerując, rozglądałam się równocześnie za jakąś knajpką z lokalnym jadłem. Gdybym chciała zjeść pizzę wystarczyłby jeden rzut okiem, a tak musiałam rzucać kilka razy, jednak warto było, gryczane placuszki z sosem smakowały wybornie.

W drodze powrotnej niebo zaczęło przypominać granatowy siniak. Gdy dotarłam do Uniwersytetu Witolda Wielkiego chlusnęło deszczem. Ale jak! Dobrze, że zdążyłam dobiec do bramy. Parasol oczywiście został w pokoju 🙂 Na szczęście humor mnie nie opuszczał. I było prawie jak w piosence Czerwonych Gitar “stałam w bramie ledwo się w tej bramie mieszcząc”. Po pół godzinie mina mi zrzedła. Po godzinie zrobiło się chłodno. A po dwóch przestało padać i na niebie pojawiła się podwójna tęcza. Cudne zakończenie dnia i nagroda za cierpliwość.

 

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *