Londyn Chinatown. Chińska dzielnica w Londynie.

Za Piccadilly Circus wita nas świat wypełniony kolorami i smakami. Dwie minuty wcześniej chodziliśmy po ulicy pełnej angielskich reklam, a tuż za rogiem pstryk i zmiana scenerii. Pojawiają się dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic, sklepów, salonów. W oknach restauracji wiszą grillowane kaczki, złote koty machają łapką z wystaw, a figurki Hello Kitty uśmiechają się słodko. Witajcie w China Town!

jedna z bram w Chinatown

Chinatown w Londynie słynie z najlepszej azjatyckiej kuchni. Na gości czeka ponad sto restauracji dostosowanych do możliwości każdej kieszeni. Ciekawą opcję zapewniają restauracyjki serwujące dania w formie bufetu. W skrócie płacisz raz, jesz cały czas. Do wyboru dostajemy warzywa, kilka rodzajów makaronów, ryżu, krewetki, mięsiwa w różnych sosach, pierożki wonton. Niektóre dodatki wyglądają obco, ale smakują przyzwoicie. Bez obaw. Słyszałam, że w tego typu bufetach kelnerzy mogą zażądać od gości dopłaty, jeżeli na talerzach zostanie za dużo jedzenia. Czy to prawda, nie wiem. Z naszych i okolicznych talerzy znikało wszystko 🙂

dwa bary obok siebie w chinatown

chinatown-chinatown-londyn

Oprócz kuchni chińskiej w Chinatown znajdziemy kuchnię japońską, koreańską, malezyjską i wiele innych. Jeżeli nie wiesz, którą knajpkę wybrać, polecam stary, sprawdzony sposób – poszukaj restauracji w której jedzą Azjaci, a na pewno nie będziesz rozczarowany.

W Chinatown można również zaopatrzyć się w składniki potrzebne do najbardziej wymyślnych azjatyckich potraw. Stragany, sklepy oraz supermarkety wciągają turystów jak macki ośmiornicy. Podobno nie ma w Londynie lepszego oraz tańszego miejsca na kulinarne zakupy. W chińskiej dzielnicy kupisz wszystko – od żaby po sproszkowane wnętrzności różnych żyjątek.

londyn-londyn-chinatown

Na jednym ze straganów widziałam nawet duriany – najbardziej śmierdzące owoce świata. Wystawiane są tylko na zewnątrz. Uprzedzając pytanie – nie, nie kupiłam, nie jadłam. Niech Azjaci nazywają sobie duriana królem owoców. Smacznego. Mnie wystarczą opisy odczuć tych co wąchali i jedli. W pojedynku człowiek-durian w 99% wygrywa durian i niech tak zostanie. Nie będę zawyżała statystyk 🙂

Chociaż londyńskie Chinatown nie przytłacza rozmiarem, to największa (i zarazem pierwsza) taka dzielnica w Europie. Kwadrat przestrzeni odcięty od rzeczywistości z ozdobnymi bramami, chińskimi smokami, lampionami powiewającymi na wietrze…

brama w Chinatown

Oprócz dobrego jedzenia oferuje możliwość poznania tradycyjnej medycyny chińskiej. Jak głoszą broszurki „ jest domem dla praktykujących w chińskich technikach uzdrawiania, w tym akupunktury i refleksologii”. Po prostu raj dla osadzonych w temacie.

Co jeszcze? Kasyna, salony masaży, ciemne zaułki i… najważniejsze. Planując podróż do Londynu nie zapomnij umieścić Chinatown na swojej liście!

chiński smok na elewacji budynku

8 comments

  1. Z moich talerzy też szybko znikało wszystko to co nakładałam. Jedzenie w China Town naprawdę mi smakowało. Po tych doświadczeniach można sobie wyobrazić jak smakują posiłki w Chinach. Durianów na straganie nie zauważyłam, ale po tym barwnym opisie wcale tego nie żałuje.

  2. Londyn to takie ciekawe miasto. Chciałabym kiedyś tam pojechać. 🙂 Wspaniałe zdjęcia. Dzielnica jest świetna. Magia Londynu. Tyle tam różnorodności. Świetna relacja.

    Pozdrawiam z upalnego, za bardzo śląska. 😀

    • prawda, Londyn to bardzo ciekawe miasto. Nie sposób się w nim nudzić. Na pewno uda Ci się je zobaczyć! Pozdrawiam z równie upalnego Mazowsza (jeszcze chwila i się roztopię).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *