Tallin jak sen – Dolne Miasto

Zbliżając się do Tallina z daleka widać jego wyrazistą panoramę – połączenie Górnego Miasta na wysokim wapiennym wzgórzu oraz Dolnego utkanego z kościelnych wież i baszt. Obie części dzieli różnica wysokości dochodząca do pięćdziesięciu metrów. Razem stanowią Vanalinn co po estońsku oznacza Stare Miasto.

Górne Miasto (Toompea) z zamkiem i katedrą od zawsze stanowiło centrum administracyjne kraju, dolne zamieszkiwali kupcy i rzemieślnicy. Interesujące jest, że ten podział nadal się utrzymuje. O wzgórzu Toompea pisałam w relacji Estonia Tallin – Wzgórze Toompea pełne legend

Dolne Miasto zawdzięcza swój urok między innymi średniowiecznym wieżom i murom obronnym wybudowanym w celu ochrony miasta przed najeźdźcami. Prace trwały sto lat.

Obwarowania otoczono fosą, przebudowywano i wzmocniono dzięki czemu w XVI wieku system obronny Tallina był jednym z najpotężniejszych w Europie Północnej. Ściana murów całkowicie oplatała miasto na długości czterech kilometrów, a strażnicy wypatrywali wroga z 46 wież obronnych. Mimo, że do dzisiaj zachowała się tylko połowa dawnej świetności to i tak są to najdłuższe zachowane mury obronne w Europie.

Niektóre z wież wyróżniają się nie tylko wyglądem, ale także historią czy przeznaczeniem. Na przykład wieża Dziewicza kryła lochy dla przedstawicielek najstarszej profesji świata. Zatrzymane na ulicy prostytutki oddawano pod opiekę matrony do czasu zmian w zachowaniu.

O najpotężniejszej z wież – Kiek in de Kok – pisano już w kronikach. Swoją nazwę „zaglądać do kuchni” zawdzięcza legendzie o żołnierzach z wieży, którzy lubili zerkać z jej szczytu w okna kuchni Dolnego Miasta. W zewnętrznej ścianie nadal osadzone są kule wystrzelone przez wojska Iwana Groźnego w XVI wieku.

Kolejna wieża to herod baba czyli Gruba Małgorzata, najbardziej masywna z wież, zbudowana w celu ochrony portu. Ściany grubaska sięgają pięciu metrów. W swojej historii baszta służyła za magazyn broni, prochu oraz więzienie. Obecnie w jej murach mieści się siedziba Estońskiego Muzeum Morskiego, a z tarasu na dachu można podziwiać portowe widoki.

Stąd najszybciej dotrzeć promem do Finlandii. Gdybyś miał ochotę na wycieczkę do Helsinek polecam Finlandia Helsinki. Promem do Helsinek.

Wszystkie drogi Dolnego Miasta prowadzą na Plac Ratuszowy, który od ośmiu wieków stanowi jego centrum. Otaczają go domy kupieckie i pastelowe kamienice. Ozdobą jest późnogotycki ratusz. Na szczycie ratuszowej wieży stoi Stary Tomasz – wiatrowskaz uznawany za strażnika miasta.

W jednej z kamienic nieprzerwanie od 1422 roku działa apteka gdzie przed wiekami sprzedawano mikstury i specyfiki na różne przypadłości między innymi skórę dżdżownicy i krew czarnego kota, brrr.

Latem plac wypełniają kawiarnie na świeżym powietrzu, odbywają się średniowieczne koncerty, festiwale i targi obsługiwane przez sprzedawców w historycznych strojach. Zimą króluje tu jarmark bożonarodzeniowy ze straganami pełnymi lokalnych produktów. Niestety ceny w okolicznych restauracjach nie należą do niskich. Odpoczynek przy schłodzonym piwie kosztował mnie siedem euro. Najdroższe piwo jakie piłam w życiu, ale widok bezcenny.

W przeciwieństwie do wielu innych europejskich stolic, Tallinowi udało się zachować średniowieczny charakter. Do dzisiaj przetrwały XIII i XIV wieczne budowle, a te zniszczone przez wojny i pożary wiernie zrekonstruowano. Część z nich oznaczono tabliczkami z krótkim opisem i datą budowy. Do każdego zakamarka prowadzą brukowane uliczki o średniowiecznych nazwach. Niektóre, jak na przykład, pasaż świętej Katarzyny przenoszą w czasie.

Inne pokazują warsztaty i galerie tallińskich artystów, gdzie można podejrzeć jak powstają poszczególne wyroby.

Spotkałam się z opinią, że Tallin jest jak sen. Potwierdzam. Na mojej prywatnej liście stolica Estonii znalazła się w pierwszej trójce miast do których z przyjemnością wrócę. A Tobie jeszcze o niej napiszę. Do zobaczenia w Tallinie!

2 comments

    • Podział na górne i dolne miasto zawsze tworzy przyjemny klimat. Podobnie czułam się w Bergamo, ale Italia jest dla mnie zawsze numerem uno 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *