Woodstock po rosyjsku? Rosyjskie hity? Da da da

Gdyby ktoś mi powiedział, że zostanę dziennikarką na rosyjskim Woodstocku, uśmiechnęłabym się przytakując. Tak podobno należy postępować z wariatami. A jednak! Fikcja stała się rzeczywistością. Śpiewałam rosyjskie hity stojąc na scenie.

Do marszrutki dobiegam pięć minut przed planowanym odjazdem. Oby tylko nie było korków, bo inaczej podróż trwająca pół godziny przeciągnie się w nieskończoność. W busiku sporo osób i tylko dwie z Polski, ja i pan siedzący przede mną.

Gdy dojeżdżamy do stacji Речной Вокзал, okazuje się, że oboje jedziemy w tę samą stronę. Fajnie, we dwoje zawsze raźniej, zwłaszcza, że gmatwanina barwnych linii moskiewskiego metra trochę mnie przeraża. Wsiąść łatwo, ale wysiąść we właściwym miejscu z moim roztrzepaniem? Na szczęście okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Piotr podpowiada mi na co zwracać uwagę, aby podróż przebiegała szybko i bezstresowo. Niezbędna okazuje się znajomość rosyjskiego alfabetu. Prawdę mówiąc bez tej umiejętności moskiewskie metro musi być niezłą szkołą przetrwania.

Pociąg sunie po torach szybko i niewiarygodnie głośno. Mimo podniesionych głosów ze swoich wypowiedzi wychwytujemy zaledwie pojedyncze wyrazy. Postanawiamy dokończyć rozmowę przy kawiarnianym stoliku nieopodal gigantycznego kina „Rossija” (na zawsze zostanie ono pierwszą budowlą, którą zobaczyłam w Moskwie).

kino Rossija Moskwa

Piotr jest fotografem. Na rosyjską ziemię przyciągnął go największy w Rosji rock – festiwal pod gołym niebem czyli Naszestwie (można powiedzieć rosyjski odpowiednik Woodstocku). Oczywiście nie przyjechał się bawić tylko pracować. Rozmawiamy o Rosji, podróżach, festiwalu, pracy fotografa. Wymieniamy się spostrzeżeniami i jakoś tak odruchowo pytam czy jest szansa, aby dołączyć do ekipy dziennikarsko-fotograficznej jadącej na festiwal (jak już szaleć to szaleć ). Piotr nie wydaje się zaskoczony pytaniem, jednak odpowiedź wymaga konsultacji z organizatorem. Lista dotycząca mediów została zamknięta poprzedniego dnia i tylko od uprzejmości rosyjskich organizatorów zależy czy mnie na nią dopiszą. Do tematu wracamy mailowo kilka godzin później. Po wstępnych ustaleniach umawiamy się na kolejne spotkanie.

Następnego dnia rano jedziemy do siedziby Naszego Radia. Po drodze ustalamy wspólny front obejmujący dwa punkty: 1. przyjechałam przygotować materiał z festiwalu 2. brak zgłoszenia w odpowiednim terminie spowodowały przedłużające się formalności.

Mimo dość naciąganej historii humor nas nie opuszcza i do radia docieramy w wyśmienitych nastojach. Poza nami spora grupa dziennikarzy z całej Europy. No i masz babeczko czego chciałaś. Dzwonię do mojej lepszej połowy. Wojtaliński słucha spokojnie i podsumowuje całość jednym zdaniem: „kochanie przecież ty tam jesteś dopiero kilka godzin”. Yhmm, nic nie poradzę, że przygoda mnie ewidentnie ciągnie w swoją stronę. Zapewniam, że będę na siebie uważała (zawsze uważam), dzwoniła, odbierała i w ogóle ręce precz od mojej osoby. Tak, precz bo inaczej glanem w jajka, piachem w oczy i dużo niepotrzebnego hałasu

Rozmowy o dopisaniu mnie na listę trwają. Chwila prawdy wciąż przede mną. Chłopak sprawujący opiekę nad ekipą mediów uważnie słucha naszych opowieści. Jest niesamowicie podobny do mojego kolegi z pracy. Automatycznie przypisuję mu zwariowany charakter kumpla i od tego momentu wiem, że wszystko się uda. Może to nienormalne, ale zwyczajnie w świecie jestem pewna sukcesu całej odrealnionej akcji. Problemem paru sekund okazuje się brak rosyjskiego numeru komórki. Z pomocą przychodzi Piotr podając własny numer. Udało się!!! Jestem na liście!!! Ło matko ile emocji i radości, a przecież jeszcze nawet nie dojechałam do celu.

Нашествие

Z kawą, programem dnia, identyfikatorami i w wyśmienitych nastojach wsiadamy do autokaru. Po paru minutach mkniemy w kierunku miejscowości Bolszoje Zawidowo. W połowie drogi autokar grzęźnie w korku. I tak mamy szczęście, że udało nam się sprawnie wyjechać z Moskwy, krainy wiecznych korków. Tuż przy drodze rosną gigantyczne okazy barszczu Sosnowskiego vel zemsty Stalina. Rośliny mają ponad trzy metry wysokości i ogromniaste baldachy kuszące kwieciem. Urodziwa i wyjątkowo groźna cholera. Tuż przed wyjazdem do Rosji w telewizji aż huczało o jej śmiercionośnych możliwościach. Brrrr.

Ludzie na festiwalu Naszestwie

Moje ulubione zdjęcie :-) Słodziak.
Moje ulubione zdjęcie 🙂 Słodziak.

Balszoje Zawidowo wita nas słońcem, uśmiechem, muzyką, jadłem i napitkami wśród których największym wzięciem cieszy się oczywiście schłodzone piwko. Po spotkaniu organizacyjnym wiemy już dokładnie o wszystkim co nam wolno. A wolno sporo łącznie z wchodzeniem na scenę i przeprowadzaniem wywiadów z gwiazdami (!). Dla wszystkich obecnych to standard dla mnie niewiarygodna przygoda i zdziwienie odejmuje mi mowę. Aby nikt nie miał wątpliwości kim jesteśmy, szef odpowiedzialny za ekipę mediów nakleja na nasze identyfikatory specjalne naklejki i rozdaje białe koszulki z napisem Agencja informacyjna. W kwestii zakazów cisza, zatem… hulaj dusza piekła nie ma.

ja, Mikołaj i Śnieżynka

Po obiedzie „przewodnik” oprowadza nas po terenie festiwalu, pokazując co, gdzie i jak. Gdy już wszystko wiemy, rozdzielamy się i każdy idzie w swoją, upatrzoną wcześniej stronę. Poza muzyką największą siłę przyciągania mają czołgi, wozy bojowe i samobieżne działa, które przyjechały na festiwal wraz z siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej. Fotka z maszyną obowiązkowa, jednak mimo zachęty nie mam odwagi wejść do środka, zbyt klaustrofobicznie jak dla mnie. Największą frajdę mają dzieciaki. Z wypiekami na ustach słuchają w skupieniu do czego służą poszczególne wajchy i pokrętła. Dotykają, naciskają, przekręcają. Ci, którym sprzęt wojskowy źle się kojarzy mają do dyspozycji boiska sportowe, kino pod gołym niebem, gry, konkursy, jednym słowem moc atrakcji dla osób w różnym wieku (sporo osób przyjechało z całymi rodzinami).

gimnastyka artystyczna na czołgu

Czas skorzystać z otrzymanych przywilejów. Na głównej scenie trwa koncert popularnej rosyjskiej grupy „Nocni snajperzy”. Wokalistka Diana temperamentem i wyglądem przypomina Małgorzatę Ostrowską z Lombardu. Poderwanie publiczności zajmuje jej parę sekund. Do ostatniego dźwięku szaleje na scenie jak diablica. Ja również ulegam ogólnemu szaleństwu. Makijażystka stojąca obok tylko czeka na znak gwiazdy. Szybka poprawa makijażu, przypudrowanie noska i wyjście na kolejny bis. Co jakiś czas szczypię się w ramię. Uff nie śnię, to wszystko dzieje się naprawdę.

Diana - wokalistka rosyjskiej grupy Nocni snajperzy

Po koncercie pora na zimne piwko i rozmowy z nowo poznanymi ludźmi. Dobrym kompanem, a w zasadzie kompanicą do wymiany wrażeń okazuje się dziewczyna z Islandii. Od samego początku byłam przekonana, że jest Rosjanką mieszkającą poza granicami kraju. Wyjątkowy akcent, typowe dla Rosjan wstawki językowe, intonacja. Śpiewny rosyjski w najczystszej postaci. Przecież nie da się nauczyć rosyjskiego na takim poziomie, a w zasadzie ponad poziomem, bo tu już nie chodzi o poprawność gramatyczną i zasób słów… A jednak da się i to na kursie.

tłum bawiący się na festiwalu Naszestwie

kamerzysta na festiwalu Naszestwie

Do naszego duetu dołącza Piotr. Na naszą prośbę pokazuje efekt swojej pracy. Dużą część zdjęć zrobił komórką!, bo „tak mu czasem wygodniej”. Wszystkie zdjęcia opowiadają historię, idealnie odzwierciedlają atmosferę miejsca, są gotowym materiałem na wystawę. Panowie i Panie czapki z głów. Naprawdę nie trzeba wypasionej lustrzanki z dziesiątkami obiektywów, aby powalić na kolana umiejętnościami i pokazać świat sztuki od najpiękniejszej strony.

Dopijamy piwko i biegniemy posłuchać Leningradu, kapeli z widocznym i wciąż postępującym ADHD. Oni naprawdę nie potrafią ustać w miejscu. Chodzą, skaczą, biegają, wyginają się we wszystkie strony. Leningrad to ten typ, który wpada na scenę, robi rozpierduchę, kradnie wszystkim serca i znika pozostawiając po sobie miłe wspomnienia. Nie wolno też zapominać o aspekcie edukacyjnym. Słuchając ich piosenek można nieźle podszkolić się z rosyjskiej łaciny 🙂 A wszystko podane z charakterystycznym wdziękiem i humorem.

zespół Leningrad na sceniezespół Leningrad

Tego dnia, wieczora, nocą na kilku scenach zagrało mnóstwo wykonawców, od najbardziej znanych po dopiero zaczynających przygodę z muzyką. Rządziły rosyjskie, rockowe hity, luz, radość i młodość, a ja przekonałam się, że nawet najbardziej abstrakcyjne, nieprawdopodobne pomysły dadzą się zrealizować szybciej niż można przypuszczać. Życie jest piękne i pisze scenariusze daleko wykraczające poza kręgi marzeń.

Wystarczy tylko ruszyć w drogę i zadać pytanie 🙂

A poniżej najbardziej oryginalny strój festiwalowy.

pielęgniarka na Naszestwie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *